Ludność Śląska jest bardzo zróżnicowana pod względem języka. W większości regionów Śląska, językiem oficjalnym i dominującym jest język polski, jednak istnieją również mniejsze grupy ludności, które posługują się innymi językami.
Jednym z tych języków jest śląski, dialekt języka polskiego, który jest posługiwany przez niektóre osoby na Śląsku. Jest to język specyficzny dla tego regionu i ma wiele cech charakterystycznych dla jego gramatyki, słownictwa i wymowy.
Innymi językami, które są posługiwane na Śląsku, są język niemiecki i czeski. W niektórych miejscowościach na granicy z Niemcami i Czechami, język niemiecki lub czeski jest językiem dominującym lub bardzo powszechnym. Są także mniejsze grupy ludności, które posługują się innymi językami, takimi jak język angielski, rosyjski lub ukraiński.
Zdaniem śląskiej prasy czeskiej, ludność w znacznej części powiatu frysztackiego i w całym powiecie frydeckim mówi czeskim językiem, przeto należy uważać ją za czeską.
W roku 1900 naliczono w powiecie frydeckim 7.283 Niemców (głównie we Frydku), 69.933 Czechów, a tylko 14.294 Polaków i to przeważnie w kilku gminach, leżących w zagłębiu jak Polska Ostrawa, Małe Kończyce, Muglinów, Hermanice, Michałkowice i Radwanice. Do ludności polskiej zaliczono tylko ludność przybyłą z Galicji i to ze znaczną redukcją. Reszta, cały długi szmat ziemi frydeckiej, zamieszkanej przez miejscową ludność, znalazł się w wyłącznym posiadaniu czeskim.
Mimo tak klasycznych dokumentów, jak mowa ludności we Frydeckim, mowa, zaledwie setnym wyrazem różniąca się od mowy ślązaków z pod Cieszyna — Czesi zdecydowanie twierdzą iż ludność mówi czeskim językiem, co więcej, że w sąsiednich powiatach, bezpośrednio graniczących z frydeckim, lud używa przeważnie czeskiego języka. Ulubiony czeski „basnik” Bezruc niedawno pisał: „sto tysięcy nas poniemczyli, sto tysięcy nas spolszczyli, sto tysięcy jest nas przed Cieszynem, sto tysięcy za Cieszynem”. A nie bardzo dawno, dwa lata. temu, wrogi polskiej ludności „Osłravskf Dennik” pisał, iż do dziś jeszcze udność na całym Śląsku i w Galicji po Wadowice mówi… po czesku!
W „Ostravskym Denniku” często pojawiają się artykuły i felietony z dziedziny językoznawstwa, mające pretensje do pewnej naukowości. Przed przytoczeniem klasycznych przykładów z tych prac, wykazujących „czeskość” języka ludności w zachodniej części Ks. Cieszyńskiego — należy sięgnąć do prac naukowych językoznawczych, czeskich i polskich.
Na podstawie naukowych materiałów wykażemy, jakim językiem posługuje się ludność śląska i za jaką ją też uważać należy. Ponieważ pretensje czeskie w tym kierunku stale rosną, w miarę, jak posuwają się na wschód, należy sprawę naukowo postawić i wyjaśnić. Znany językoznawca polski, prof. dr. Kazimierz Nitsch w pracy swej „Polsko-czeska granica językowa”*) stara się wyjaśnić, jakim jest język ludności śląskiej we Frydeckim i zachodnio-Frysztackim. Okolice te zna dobrze, bo zwiedził je właśnie w celach językoznawczych.
*) Dr. Kazimierz Nitsch, Polsko-czeska granica językowa. Świat słowiański r. 1907, marzec, nr. 27, str. 201—203.
„Wyznaczenie ścisłej granicy – pisze dr. Nitsch — między dwoma tak pokrewnymi sobie językami*), jak polski i czeski, nie zawsze jest łatwe, nawet jeżeli się pominie te zewnętrzne wpływy, które nie powstały na miejscu, lecz zostały narzucone przez szkołę, kościół, ludność napływową, a uwzględni się wyłącznie mowę rdzennego, tubylczego osiedlenia. Pochodzi to stąd, że nie wszystkie właściwości, będące cechą znamienną każdego z tych języków, jednakie mają rozprzestrzenienie, że nie wszystkie polskie po jedną linę sięgają na zachód, ani też wszystkie czeskie po też samą ku wschodowi:
wszędzie istnieje węższy lub szerszy pas pograniczny, wykazujący równocześnie oba ich rodzaje. Toteż jedynie naukowa znajomość obu języków daje uprawnienie do rozstrzygnięcia tej kwestii, bo tylko na jej podstawie można wyróżnić cechy pierwotne, istotne od późniejszych lub dawnych wprawdzie, ale drugorzędne posiadających znaczenie.
Pierwszym warunkiem metodycznego postępowania jest tu uwzględnianie tych tylko znamion, które, przenikając całą mowę danej miejscowości, nadają jej jednolite, charakterystyczne piętno, które dadzą się ująć w system. Wszystkie zaś cechy odosobnione, stanowiące od tego systemu wyjątki, choćby nie wiedzieć jak liczne, dowodzą tylko zewnętrznego wpływu mowy obcej, są elementem napływowym.
Po drugie, rozstrzygające znaczenie przyznać należy właściwościom głosowym, jako najrdzenniejszymi cały bez wyjątku przenikającym język, bo jako najmniej zwykle uświadomione, najmniej z wracające uwagę, najoporniejsze są wskutek tego na zmiany. Po nich dopiero uwzględniać należy odmianę wyrazów, a na samym końcu zapas słów, najbardziej ruchomy, ulegający modzie i nie tworzący zupełnie zamkniętego w sobie systemu.
Ze zjawisk głosowych, wchodzących w rachubę przy rozróżnianiu języka polskiego od czeskiego, najważniejsze są następujące:
1. Język czeski posiada iloczas — polski nie; w pierwszym akcentuje się zgłoskę pierwszą — w drugim przedostatnią.
2. Długie niegdyś a występuje we wszystkich pierwotnych gwarach polskich i w dawnym języku literackim jako dźwięk bliski lub równy o — w czeszczyźnie zostaje długie d, np. sucho troioa — sucha trawa; także warunki zachowania się długości dawnych d, e, or lub skrócenia ich nie zawsze są w obu językach te same, n. p. prowda, gwiozda, Terowa — pravda, Twezda, krdva (ostatniej formie ściśle odpowiadałoby polskie Terowa).
3. a, e, o w zgłoskach zamkniętych spółgłoską dźwięczną, dają polskie a (o), e (i, y) ó (u), gdy w języku czeskim zmiana ta jest nieznana, n. p. gad, gniew, naród — had, hnev, ndrod.
4. Czeskim e, e odpowiadają przed spółgłoskami twardymi zębowymi polskie o, a, np. lódy miasto — led, mesto.
5. U Czechów brak jest nosówek, np. piątek, ręka — patek, ruka.
6. Prasłowiańskie or, 61 między spółgłoskami brzmią w języku polskim jak ro, ło — w czeskim jak ra, Za, np. krowa, głód — krdva, Mad; czeskim samogłoskowym r, l odpowiadają polskie ar lub er, eł lub il, np. kark, wierzch, pełny, wilk — krk, vrch, piny, vlk.
7. Polskie spółgłoski miękczą się przed e, i — czeskie nie, np. niebieski, ciebie, siano, miód — nebesky, tebe, seno, med.
8. Polskiemu g odpowiada czeskie Ti, np. noga, ogień — noha, oTieh. — W przeglądzie tym łączyłem czasem w jeden punkt zjawiska sobie bliższe, aby nie mącić zbyt drobiazgowym wyliczaniem.
Otóż gdzie spotykamy wszystkie wymienione cechy w postaci właściwej jednemu językowi, tam mamy do czynienia z typową, czystą czeszczyzną lub polszczyzną, gdzie zaś jedne cechy są polskie, a drugie czeskie, tam djalekt jest przejściowy między oboma językami. Ostatniemi na zachód wsiami, zachowującemi we wszystkich tych razach postać polską, są: Ligota kameralna, Dobracice, Domasłowice, Szobiszowice, Szplu-chów, Więcłowice, Datynie górne, Bartowice, Radwanice, Mu-glinów, Wierbica; należą zaś już do djalektu frydeckiego: Morawka, Noszowice, Wojkowice, Kocurowice, Kaniowice, Ra-cimów, Kończyce”.
Miejscowości powyższe tworzą granicę, która „na samym południu „mezi obci Moraykou a polskymi obcemi komorni Ligotkou, Rekou, Tyrou, Keśarisky a Lomnou” „jest horskjm hfbety presne urćena”, od Dobracic zaś ku północy, aż po granice pruską sprawdziłem ją osobiście. Wprawdzie Loriś uważa Dobracice za czeskie, ale podany przez niego na str. 89 tekst jest stanowczo polski (oczywiście z licznemi cze-chizmami), jak to stwierdził już
Polivka A. f. SI. Ph. XXII, 314—5; zastrzegł się on wprawdzie w słowach: „Doch mag diese Sprachprobe vielleicht mehr die Sprache eines Indivi-duums bios charakterisiren”, ale ja mogę zapewnić, że tak nie jest”*).
*] Dr. Kaz. Nitsch: Djalekty polskie Śląska, mate-rjały i prace komisji językowej Akademji umiejętności w Krakowie, tom IV. Kraków 1909, str. 258—259.
**] Polsko-czeska granica językowa, str. 208—210.
Od wsi Dobracic rozpoczął dr. Nitsch swą wędrówkę ku północy i jak pisze**) „podaję tu rezultaty tej bezpośredniej nausznej obserwacji, dość pobieżnej, co prawda, ale na ogół wystarczającej, a w każdym razie pierwszej, bo w dotychczasowej literaturze nie znalazłem śladu takiego zbadania. Mówiłem wszędzie z ludźmi miejscowymi, wypytując ich zawsze o pochodzenie, aby nie wziąć mowy przybysza za tubylczą, a ponieważ co roku przez kilka miesięcy zajmuję się badaniem dialektów, (znam cały zabór pruski), przeto mogę sobie oddać sprawiedliwość, że mam w tym wielką wprawę i doświadczenie.
Nie chcąc wywierać jakiejkolwiek sugestii, mówiłem niekiedy po czesku, (moja znajomość praktyczna tego języka była aż nadto wystarczająca w okolicy, gdzie nawet czescy nauczyciele, o ile są miejscowego pochodzenia, mówią nieraz zupełnie polskim akcentem, unikając tylko starannie g, nosówek, zamiany e na o lub a, niektórych wyrazów polskich itd.) Nigdy nie przekonywałem nikogo, że mówi po polsku, chyba na końcu rozmowy, gdy już dostatecznie sprawdziłem to, na czym mi zależało.
Owszem, zaczynałem zwykle od przyznania, że mówią po morawskn, a wtedy badani bardzo często sami zaznaczali, że to mowa mieszana, a nawet właściwie więcej polska. Otóż Dobracice są na pewno polskie (tę nazwę daję odtąd tylko tym wsiom, które mają wszystkie wymienione na początku typowe cechy tego języka), „morawią” w nich chyba dzieci szkolne. Starsi miejscowi zapewniali mnie, że dopiero Noszowice są morawskie (co stwierdziłem), a Bukowice mówią tak samo, jak oni.
Ponieważ i w Domasłowicąch dorosła ludność mówi po polsku, przeto zadziwiają leżące między niemi czeskie Wojkowice; były one jednak takie od dawna, wcale nie są zczechizowane, pewien bowiem starszy wykształcony człowiek, pochodzący z Dobra-cic, mówił mi, że od dziecka go dziwiło, iż w tak bliskim sąsiedztwie mówiono ruka, nóha, sino itd.
Że w Szobiszowicach mówi się g nie li, że są tam polskie nosówki, przyznał mi nawet miejscowy nauczyciel, sam z tej wsi rodem. Uważając się za Czecha, polską mienił on tylko „wymowę” miejscową, twierdząc natomiast, że słowa są czeskie, np. kłobuk, gdy kapelusz jest całkiem nieznany; starałem się wyjaśnić mu, że skoro ten wyraz obcy, późniejszego pochodzenia, nie istnieje w wielu gwarach małopolskich, gdzie dotąd mówi się tylko copka, to niczego nie dowodzi brak jego na Śląsku, odciętym przez wieki od kultury polskiej, tutaj zaś przytaczam ten szczegół jako charakterystyczny „dowód” czes-kości okolicy; oczywiście dyskusja z ludźmi bez jakiego takiego przygotowania językoznawczego, a tacy stanowią przecież wszędzie ogromną większość, nawet między inteligiencją, nie prowadzi do żadnego rezultatu.
Nie rozwodząc się nad czysto-polskimi Błędowicami, Dolnemi Datyniami i Szonowem, przytaczam, iż.jw Więcłowicach nawetdzieci szkolne używają jeszcze formy gęsi, a dopiero zapytane, jak mówią w szkole, przytaczają huśi. Również od miejscowych ludzi w Hermanicach słyszałem w niewymuszonej rozmowie gęsi, zęby, siano, krowa, cielem, 3. os. 1. mn. widzom, mimo, że język czeski uchodzi tam za lepszy i że tamtejsza czeska szkoła zupełnie nie budziła w grupie moich interlokutorów niechęci.
Dopiero Daty-nie górne są naprawdę przesiąknięte czeszczyzną: wprawdzie podstawa i tam jest polska, a miejscowi przyznają, że huśi itd. mówi się dopiero w Racimowie, ale na ogół znać na języku silną sferę przyciągania czeskiego. To samo można zauważyć w Bartowicach i Radwanicach, gdzie spotkani przypadkowo rzekomi miejscowi Czesi przyznali mi, że sami dawniej używali nosówek i g, zarzucili je jednak, bo to mowa prosta; nie potrafili się oni jednak wyzbyć iorm wiedzom, widzom, bo frydeckie widzio zanadto jeszcze odskakuje od ich psychicznego wyobrażenia 3. os. 1. mn.
W Polskiej Ostrawie nie zatrzymałem się, tak dlatego, że w mieście niepodobna jest wyłowić tak prędko ludzi zamieszkałych na miejscu od urodzenia,” jak i z powodu, że stanowią tam oni na pewno ogromną mniejszość, a więc ich język rodzinny, nawet gdyby był polski, nie może rozstrzygać o dzisiejszym stanie rzeczy, który zewnętrznie sprawia wrażenie czeskiego. Tak samo ma się rzecz z fabrycznemi osadami Muglinowem i Hruszowem; w pierwszym z nich jednak mimo zupełnie czeskiego charakteru uderza powszechne w nazwie tej miejscowości g i częste polskie widzom.
Rozmawiałem za to z zupełnie miejscową rodziną w Wierbicy (nie Wierzbicy) i znów zanotowałem szereg czysto polskich form mimo widocznej w tej osadzie powłoki czeskiej. -W ostatecznym więc sądzie wyróżnić trzeba pas południowy aż po Szonów, bezwzględnie polski, od przemysłowego kąta koło Ostrawy, gdzie podstawa jest wprawdzie również polska, gdzie jednak mimo ciągłego napływu robotników galicyjskich nastąpiło widoczne przesunięcie się punktu ciężkości i sympatii ku mowie czeskiej, uważanej za kulturalnie wyższą i rzeczywiście wskutek napływu czeskich przełożonych pierwiastek ten przedstawiającej”.