Historia Katowic

5/5 - (3 votes)

Historia Katowic, miasta położonego na Górnym Śląsku w Polsce, jest fascynującym przykładem transformacji z małej osady rolniczej w jedno z najważniejszych centrów przemysłowych, kulturalnych i akademickich w kraju. Ta metamorfoza, rozgrywająca się na przestrzeni wieków, odzwierciedla szersze procesy historyczne, ekonomiczne i społeczne, które kształtowały nie tylko region, ale i całą Europę.

Początki i rozwój osady

Pierwsze wzmianki o terenach, na których dzisiaj leżą Katowice, pochodzą z średniowiecza, jednak przez długi czas obszar ten pozostawał słabo zaludniony, skupiając się głównie na rolnictwie i pasterstwie. Przełom nastąpił w XIX wieku, kiedy to na terenie Górnego Śląska odkryto bogate zasoby węgla kamiennego. To wydarzenie miało kluczowe znaczenie dla dalszych losów regionu.

Przemysłowa rewolucja

Odkrycie węgla kamiennego i rozwój przemysłu ciężkiego w XIX wieku przekształciły Katowice w prężnie rozwijające się centrum przemysłowe. Budowa linii kolejowych, które połączyły miasto z resztą Europy, dodatkowo przyczyniła się do gospodarczego boomu. Powstawały kopalnie, huty, zakłady przemysłowe, co przyciągało pracowników z różnych części Polski i Europy, czyniąc Katowice wielokulturowym tyglem.

Międzywojnie i II wojna światowa

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku Katowice stały się ważnym ośrodkiem administracyjnym, co dodatkowo podniosło ich status. Miasto było również areną walk i napięć między Polakami a mniejszością niemiecką, co miało odzwierciedlenie w trzech powstaniach śląskich. II wojna światowa przyniosła zniszczenia i tragedie; Katowice zostały włączone do III Rzeszy, a ich mieszkańcy doświadczyli represji i cierpień.

Powojenne zmiany

Po wojnie Katowice znalazły się w granicach odrodzonej Polski, stając się jednym z centralnych punktów przemysłu węglowego i stalowego kraju. Okres powojenny to czas intensywnej industrializacji, niekiedy kosztem środowiska i jakości życia mieszkańców. Mimo to, miasto rozwijało się, budowano nowe osiedla mieszkaniowe, obiekty kultury i nauki.

Transformacja po 1989 roku

Upadek komunizmu w Polsce w 1989 roku i związane z nim zmiany polityczne i ekonomiczne miały głęboki wpływ na Katowice. Przemysł ciężki, przez lata stanowiący o sile gospodarczej miasta, zaczął tracić na znaczeniu. W jego miejsce pojawiły się nowe branże: usługowa, finansowa, IT oraz kultura i nauka. Katowice zaczęły się zmieniać, stając się nowoczesnym miastem, które stawia na rozwój zrównoważony i innowacje.

Katowice dziś

Dziś Katowice są miastem o bogatej ofercie kulturalnej, gospodarczej i akademickiej. Są domem dla licznych festiwali, konferencji międzynarodowych, a także prestiżowych uczelni wyższych i instytucji kultury. Miasto jest również znane z troski o przestrzeń publiczną i dziedzictwo kulturowe, co widać w rewitalizacji postindustrialnych obiektów i przestrzeni miejskich.

Wnioski

Historia Katowic to opowieść o transformacji – od skromnej osady rolniczej przez przemysłową potęgę do nowoczesnego centrum nauki, kultury i biznesu. Jest to przykład adaptacji do zmieniających się warunków historycznych, ekonomicznych i społecznych, a także umiejętności wykorzystania swojego potencjału i dziedzictwa na nowo. Katowice dzisiaj, z jednej strony czerpią z bogatej historii i tradycji, z drugiej zaś nieustannie się rozwijają, będąc otwartym na zmiany i nowe wyzwania.

W jakim języku mówiła ludność Śląska Cieszyńskiego

5/5 - (3 votes)

na podstawie książki Mieczysława Jarosza „Śląsk Cieszyński” napisanej w roku 1909

Czeski językoznawca Safarik uważa rzekę Ostrawicę za granicę językową na Śląsku, oddzielającą Śląsk od Moraw. Śembera uznaje ostatnie wsie graniczne przejściowego dialektu, takie jak Wierbica, Datynie, Noszowice i Morawka (por. Slov Pfehl., IV. 65). Bartos przyłącza się do niego bez słowa uzasadnienia.

Takie jest zdanie uczonych polskich i czeskich językoznawców. Czeskiej prasie i czeskim działaczom nie przeszkadza to zupełnie stale twierdzić, że ludność w całym Frydeckim i większej części Frysztackiego, a nawet w Cieszyńskim, mówi czeskim językiem. Ostatecznie, same pretensje czeskie nie przyniosłyby uszczerbku polskiej ludności, gdyby nie to, że Czesi w ślad za pretensjami wyciągają ręce po polskie osady, usiłują je zdobyć, a ludność zczechizować. Owe wyimaginowane pretensje wystarczają im zupełnie w zaborczej pracy, do której nie trzeba wiary i przekonania, że się słuszną wykonywa pracę. Wystarczy rabunek dusz, terror i presja, wyszydzanie wszystkiego, co polskie, a podnoszenie wyższości własnej kultury jako środka przyciągającego nieuświadomione narodowo masy polskiej ludności. A dla okrasy tej tak rozumianej kulturalnej „pracy” wystarczy kiedy niekiedy przytoczyć „naukowe” materiały i przykłady „czeskości” śląskiego ludu.

Jako ilustracja powyższego wystarczą następujące fakty:

W „Ostravskym Denniku”, nr. 157 z 11 lipca 1908 r., w felietonie pt. Zablati (Zabłocie) niejaki p. Śafaf opowiada, że kobieta, zapytana przez niego: „Kudy se jde do Zablota?” (którędy się idzie do Zabłocia), odpowiedziała mu: „Idum pfes dvur, zahnum kołem kovola (kovare), pfejdum les a budum tam”. W tej odpowiedzi pan S. dopatrzył się najczystszej czeszczyzny i pospieszył donieść, że ludność w Zabłociu mówi po czesku. W innym felietonie pt. Na Zbytkach a v Lutyni, ten sam p. S. opowiada, jak zagadnął dziewczęta po czesku, a te wypatrzyły się nań, bo nie rozumiały. Oto ów ustęp:

„Kolik ma ta skola tfid?” — pytam się wskazując na niedaleką budowę szkolną.

Obie patrzyły na mnie rozpaczliwie, aż w końcu jedna niesmiale zapytała:

„Jako?”

Widziałem, że czeskiego pytania dobrze nie zrozumiały i nie zrozumiały go nawet, gdy powtórzyłem je. A ja, chcąc dowiedzieć się tego, co chciałem wiedzieć, musiałem ładnie zacząć mówić po polsku:

„Ile klas jest w tamtej szkole?”

Zatrzymała się przy nas babcia. Odłożyła ciężar i zaczęła rozmawiać z nami. Była z Vefnovic. Opowiadała o dawnych i obecnych czasach. Rozumiała nas prawie we wszystkim, choć mówiliśmy celowo literackim językiem czeskim. Tylko trzeba było mówić do niej powoli; opowiadała, jak za młodu chodziła do „hrabiowskich” prac, gdzie płacili jej „dwie sustki za dzień”. Chłop dostał cztery. W niedzielę chodzili do kościoła, gdzie ksiądz tak kazali, jak uczył katecheta, „po morawsku”.

W powyższym przykładzie autor felietonu przedstawia sytuację, w której ludność miejscowa nie rozumiała czeskiego języka, jednak jego zdaniem świadczy to o czeskości śląskiego ludu. W rzeczywistości, te anegdoty ilustrują, jak niektórzy przedstawiciele czeskiej prasy i działacze polityczni manipulują faktami, próbując udowodnić czeskość mieszkańców Śląska, pomimo że ci mówią po polsku.

Dzisiaj dziewczyny mają na „hrabiowskim koniu”, a chłopcy ośmiu snstków”. – Ale za to panią ukradli dziewczynom pieśń i chłopcom język, zarówno w szkole, jak i w kościele.

„Czy są u was Czesi?” pytam się babki odchodząc.

„Ale panocku, ja o tym nie wiem. Jestem starą osobą, nie pytam się o to. Ale „Morawcy” u nas są”. Dokądkolwiek do tej pory chodziłem po Śląsku, rzadko słyszałem, żeby ktoś o sobie powiedział, że jest Czechem, albo że mówi po czesku. „Oni są Ślązakami i mówią po morawsku”.

Powyższy fragment jest bardzo charakterystyczny. Ten samouk językoznawca, pan S. nieopatrznie przyznał to, czemu Czesi ciągle zaprzeczają. Przyznał, że ludność sama nie wszędzie uznaje się za czeską, że nie rozumie czeskiego języka, ale przyznaje, że mówi po „morawsku”. „Morawski” i czeski to jedno i to samo – jesteście Czechami, tylko „wam panowie ukradli język zarówno w szkole, jak i w kościele” i zmuszają was do używania polskiego. Żądajcie czeskich szkół, bo to nasze szkoły, a jeśli „pani Polacy” wam ich nie dadzą, to wystawimy wam prywatną szkołę. Tak się dzieje. W tej Lutynji z rokiem szkolnym 1910/11 ma powstać prywatna czeska szkoła, a wypełnią ją dzieci, które, jak to pan S. stwierdził, „czeskiego pytania dobrze nie zrozumiały”.

„Wstrzymuję się od wszelkich uwag polityczno-społecznych — kończy rozprawę prof. Nitsch — z dwóch powodów. Po pierwsze, niektóre wnioski wynikają same z faktu braku jakiejkolwiek polskiej szkoły na obszarze przejściowym dialektu frydecko-opawskiego, podczas gdy wiele czeskich szkół istnieje nawet daleko na wschód od linii granicznej (mimo braku masowej imigracji czeskiej). Po drugie, nie chcę psuć ścisłego, obiektywnego tonu przedstawienia. Byłoby mi jednak bardzo miło, gdyby któryś z językoznawców czeskich zechciał razem ze mną przejść całą tę linię graniczną; jestem przekonany, że nie byłoby między nami różnicy zdań.”[1]

Co więcej, granica opisana przez prof. Nitscha, obejmująca polskie i czeskie wsie we Frydeckim, stanowi granicę czesko-polską na Śląsku. Obszar zajmowany przez gminy dialektu frydeckiego, przejściowego, jest wąskim fragmentem przy zachodnich granicach Śląska, znacznie mniejszym od tej części ziemi śląskiej, którą Czesi uważają za czeską i próbują uczynić czeską.

„Mimo że po obu stronach wspomnianej linii granicznej mieszają się cechy polskie i czeskie, to jednak systematyczne rozpatrzenie tych dialektów uwydatnia wielką różnicę między nimi: część zachodnia jest od wieków obszarem językowo przejściowym bez widocznych wpływów zewnętrznych, podczas gdy część wschodnia to obszar polski, z niewielką liczbą drugorzędnych cech zbliżających go do czeszczyzny, ale zalany mnóstwem odosobnionych, nie tworzących systemu, obcych faktów językowych. Taki pogląd, oparty wyłącznie na obiektywnych danych lingwistycznych, jest zgodny z historią.”

Na wschód od tej granicy ludność mówi po polsku. „Czeskie wyrazy, których polska ludność używa, są nieliczne i narzucone zewnętrznie przez czeski kościół i szkołę, które niegdyś dominowały w całym Cieszyńskim, a dziś tylko na pograniczu. Obecnie wzrasta natomiast wpływ nazw przemysłowych czeskich, rozpowszechnianych przez zarządy kopalń i fabryk. Jak silnie, choć zewnętrznie, działały te czynniki, dowodzi fakt, że w wielu wsiach, gdzie ludność mówi wyłącznie po polsku, śpiewa jednak pieśni, zwłaszcza nabożne, po czesku (oczywiście z polską wymową) i również w tym języku rachuje, nabywszy tę biegłość w szkole.”

Zmieniony i poprawiony tekst prezentuje się w sposób bardziej klarowny i czytelny, jednocześnie zachowując treść oraz intencje autora. Profesor Nitsch wskazuje na różnice między polskim a czeskim obszarem językowym na Śląsku, podkreślając jednocześnie chęć współpracy z czeskimi językoznawcami. Omawia wpływy zewnętrzne, które wpłynęły na język polski w regionie, a także wskazuje na fakt, że mimo tych wpływów ludność nadal mówi po polsku.

[1] Kazimierz Nitsch, Polsko-czeska granica językowa. Świat słowiański r. 1907, marzec, nr. 27, str. 201—203.

Górnicze tradycje Górnego Śląska

5/5 - (5 votes)

Historia górnictwa na Górnym Śląsku sięga już średniowiecza. Wtedy to zaczęto wydobywać metale, takie jak srebro, miedź i ołów. W ciągu wieków wydobycie metali zostało uzupełnione o pozyskiwanie węgla kamiennego, który stał się najważniejszym źródłem bogactwa regionu. Właśnie górnictwo, a przede wszystkim wydobycie węgla, stało się kluczową gałęzią przemysłu, która zapewniła Górnemu Śląskowi znaczącą pozycję w Europie.

Od samego początku wydobycie węgla na Górnym Śląsku było niezwykle trudne i niebezpieczne. Pracownicy kopalń narażeni byli na wiele zagrożeń, takich jak zawalenia, pożary, zatruwanie gazami oraz choroby układu oddechowego. W celu ochrony górników oraz polepszenia warunków pracy, powstały specjalne związki zawodowe, które reprezentowały interesy pracowników kopalń. W ciągu lat związki te zyskały duże znaczenie i wpłynęły na wiele aspektów życia w regionie.

W okresie międzywojennym Górny Śląsk był jednym z największych producentów węgla na świecie. W 1927 roku wydobyto ponad 100 milionów ton węgla, co stanowiło około 40% światowej produkcji. W tym okresie na Górnym Śląsku działało ponad 100 kopalń, a ich wydobycie zapewniało pracę dla setek tysięcy ludzi.

Po II wojnie światowej wiele kopalń na Górnym Śląsku zostało znacjonalizowanych, a ich właścicielami stało się państwo. W latach 50. i 60. XX wieku Górny Śląsk przeżywał kolejny okres rozwoju, co zaowocowało wzrostem wydobycia węgla. Jednak wraz z postępem technologicznym i wzrostem konkurencji z innych regionów, wydobycie węgla na Górnym Śląsku zaczęło tracić na znaczeniu. W 1989 roku wydobycie węgla wyniosło ponad 180 milionów ton, ale już w 2019 roku spadło do około 55 milionów ton.

Wspólnota górnicza, składająca się z rodzin górniczych, miała swoją specyficzną kulturę i obyczaje. Jednym z nich była tradycja „Barbórek”, czyli imienin św. Barbary, patronki górników, która była świętowana co roku w grudniu. W czasie „Barbórki” górnicy celebrowali swoje święto poprzez organizowanie uroczystych mszy, zabaw i poczęstunków.

W Górnym Śląsku rozwinęła się także charakterystyczna architektura związaną z górnictwem. Do najbardziej charakterystycznych budowli należą wieże szybowe, hale maszynowe oraz budynki biurowe. Zdecydowana większość z nich została zaprojektowana w stylu funkcjonalizmu, który charakteryzuje się surowością i prostotą formy.

Górnicze tradycje wpłynęły także na kulturę i sztukę. Wielu artystów z Górnego Śląska, tacy jak Käthe Kollwitz, Józef Chelmonski czy Zdzisław Beksiński, podejmowali tematykę związaną z górnictwem i życiem górników, tworząc dzieła sztuki, które do dziś są znane i doceniane w całym kraju.

Wraz z postępem technologicznym i spadkiem opłacalności wydobycia węgla, górnictwo na Górnym Śląsku zaczęło tracić na znaczeniu. Wiele kopalń zostało zamkniętych, a pracownicy stracili swoje źródło utrzymania. Jednak mimo tego, tradycje górnicze wciąż są bardzo ważne dla mieszkańców Górnego Śląska i stanowią ważny element ich tożsamości.

Wiele kopalń na Górnym Śląsku zostało przekształconych w muzea i atrakcje turystyczne, które przyciągają rzesze turystów z całego kraju. Kopalnie te oferują zwiedzanie podziemi oraz poznanie historii górnictwa i kultury górniczej.

Jednym z najważniejszych symboli tradycji górniczych na Górnym Śląsku jest Sztandar Barbary, który reprezentuje górnicze związki zawodowe. Jest to uroczyście udekorowany sztandar, który jest obecny podczas ważnych uroczystości i wydarzeń związanych z górnictwem.

Górnicze tradycje Górnego Śląska są bogatym dziedzictwem, które wpłynęło na wiele aspektów życia w regionie. Wiele z tych tradycji nadal jest żywa i wpisana w kulturę i tożsamość mieszkańców Górnego Śląska. Dzięki przekształceniu dawnych kopalń w muzea i atrakcje turystyczne, odwiedzający region mają szansę poznać historię i kulturę górniczą oraz zobaczyć, jak trudne i niebezpieczne było życie i praca górników na Górnym Śląsku.

Miasto na wyspach – co warto zobaczyć we Wrocławiu

5/5 - (6 votes)

Krajobraz ukształtowany przez Odrę i jej dopływy, mosty, smukłe wieże gotyckich kościołów, malownicze zaułki starego miasta to tylko część uroków Wrocławia, które od niepamiętnych czasów przyciągają tutaj ludzi. Fenomenem Wrocławia jest to, że znaczna jego część, w tym także stare miasto, powstała na wyspach, a jej układ urbanistyczny został zdeterminowany przez Odrę i jej dopływy.

Ten wyspiarski pejzaż warto zobaczyć „na własne oczy”. Zapraszam więc na spacer po wrocławskich wyspach…

OSTRÓW TUMSKI, czyli wyspa z nazwy

Ostrów Tumski, czyli inaczej Wyspa Katedralna, zawdzięcza swą nazwę znajdującemu się tutaj od początku XI w. ośrodkowi władzy biskupiej. Obecnie Ostrów Tumski jest wyspą już tylko z nazwy. Odnoga Odry, która niegdyś opływała Ostrów od strony północno-wschodniej, została zasypana w XIX w. ziemią i materiałem pochodzącym z trwającej wówczas rozbiórki fortyfikacji miejskich. Po dawnej rzecznej odnodze pozostał dziś jednak ślad w postaci uroczego stawu w utworzonym tu w 1811 r. Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu Wrocławskiego.

Co można zobaczyć w obrębie Wyspy Katedralnej? Przekonajcie się sami:

  • Katedra katolicka św. Jana Chrzciciela
    Pierwszy budynek katedry powstał wkrótce po roku 1000, kiedy zostało utworzone biskupstwo wrocławskie, podporządkowane arcybiskupstwu gnieźnieńskiemu. Na przestrzeni wieków, podczas burzliwych dziejów miasta, katedra była kilkakrotnie burzona, odbudowywana i przebudowywana. Fragmenty tych dawnych budowli przetrwały
    w kryptach znajdujących się pod prezbiterium obecnej gotyckiej katedry, której budowa została zapoczątkowana jeszcze w XIII w. Pochodzące z dawnej katedry romańskie detale architektoniczne w postaci lwa oraz kolumienek, finezyjnie zdobionych motywami postaci ludzkich i ornamentem roślinnym, możemy dziś podziwiać przy zachodnim portalu. 
  • Muzeum Archidiecezjalne
    Najcenniejszym zabytkiem Muzeum Archidiecezjalnego jest Księga Henrykowska – niestety tylko wyjątkowo udostępniana zwiedzającym. Warto tu jednak przyjść, by zobaczyć kolekcję cennych przedmiotów sakralnych, między innymi gotyckich rzeźb i obrazów.
  • Kościółek św. Marcina
    Kościółek został wzniesiony w XIII w. lecz wezwanie odziedziczył po istniejącej tu wcześniej świątyni. W X w. istniał tutaj gród otoczony wałem drewniano ziemnym, stanowiący ośrodek władzy książęcej. Po śmierci księcia Henryka IV Probusa książęta coraz częściej korzystali z rezydencji znajdującej się na lewym brzegu Odry, zaś Ostrów Tumski z czasem stał się enklawą władzy kościelnej.
  • Ogród Botaniczny – chwila na oddech
    Gdzie można lepiej wypocząć, niż w ogrodzie? Zmęczonych spacerem po wrocławskich wyspach namawiam do wizyty w tutejszym Ogrodzie Botanicznym. Znajduje się tu kilkanaście tysięcy różnych gatunków roślin, na które składają się mieniące się szeroką paletą barw rośliny ozdobne, wodne i błotne. Uwagę przyciągają także szklarnie z okazałą kolekcją bluszczy i kaktusów oraz arboretum. Spacerując pośród różnych tonacji zieleni, kwiatów urzekających swymi barwami i zapachem, warto zatrzymać się chwilę przy sztucznych stawach i oczkach wodnych, gdzie na kołyszących się na wodzie liściach lilii wodnych wygrzewają się wdzięczne żabki. Dochodząc do południowo zachodniego krańca ogrodu oderwijmy na chwilę wzrok od okazów roślin, by spojrzeć za ogrodzenie, skąd rozpościera się stąd wspaniały widok kościoła św. Krzyża i św. Bartłomieja, gotyckiej budowli halowej z XIII w. Miłego wypoczynku!!!
  • Most Tumski – przystanek dla zakochanych
    Ze względu na wiszące na jego balustradzie tysiące kłódek, z których każda symbolizuje miłość dwojga ludzi, zwany jest także Mostem Miłości. Zakochane pary, narzeczeni
    i nowożeńcy przychodzą tu, by przypiąć na balustradzie kłódkę
    z wygrawerowanymi swymi imionami, jako symbol trwałości i nierozerwalności związku, a kluczyki rzucić w odmęty płynącej dołem Odry.

TAJEMNICE WYSPY PIASEK

Niegdyś wiódł tędy słynny szlak bursztynowy, przemierzany między innymi przez kupców z odległego Imperium rzymskiego w poszukiwaniu tego cennego surowca.

Współcześnie można tutaj zobaczyć:

  • Górującą nad wyspą, masywną sylwetę kościoła Najświętszej Marii Panny
    na Piasku
    .
    Kościół został wzniesiony w XIV w. na miejscu dawniejszej romańskiej świątyni ufundowanej w XII w. przez Piotra Włostowica dla kanoników regularnych, których sprowadził tu
    z pobliskiej góry Ślęży. W dawnych zabudowaniach klasztornych mieści się dziś Biblioteka Uniwersytetu Wrocławskiego.
  • Cerkiew prawosławną św. Cyryla i Metodego
    Cerkiew znajduje się w budynku dawnego kościoła św. Anny, wzniesionego w XVII w.
    dla ss. Augustianek.

WYSEPKA DALIOWA

Wysepka Daliowa powstała w wyniku przekopania kanału, który odciął południowo-zachodni kraniec Wyspy Piasek od jej pozostałej części. Skonstruowano w nim tzw. śluzę Piaskową, która stanowiła jeden z etapów szlaku żeglugowego, przebiegającego przez centrum Wrocławia aż do czasów tzw. pierwszej kanalizacji, przeprowadzonej w latach 1892-1897. W trakcie tych prac wybudowano śluzę Szczytniki i skierowano żeglugę do koryta Starej Odry.

MŁYŃSKA, SŁODOWA i BIELARSKA – wyspy bielarzy, młynarzy i słodowników

Kto w dalszym ciągu odczuwa niedostatek „wyspiarskich wrażeń” powinien skierować swoje kroki na wyspy Młyńską, Słodową i Bielarską. Pierwsza z nich zawdzięcza swą nazwę znajdującemu się tutaj młynowi Maria. W średniowieczu znajdowały się na jego miejscu młyny należące do kanoników regularnych i joannitów. Pozostałe dwie wyspy zwane były dawniej Bielarska Tylna i Bielarska Przednia od działających tutaj bielarzy płótna. W czasach późniejszych Bielarska Przednia nazwana została Wyspą Słodową na cześć słodowników, mistrzów przygotowujących słód do warzenia piwa. Dziś przebiega przez nią trakt spacerowy, z którego roztacza się wspaniała panorama Uniwersytetu Wrocławskiego. 

TAMKA – jedna z najmniejszych

Tamka to jedna z najmniejszych wrocławskich wysepek. Mimo niewielkich rozmiarów warto odwiedzić to miejsce, które z lewobrzeżną częścią miasta połączone jest za pośrednictwem mostu św. Macieja.

KĘPA MIESZCZAŃSKA, czyli przystanek dla miłośników hydrotechniki

Mieszczański Stopień Wodny to najciekawszy obiekt ulokowany na tej wysepce i jednocześnie smakowity kąsek dla miłośników zabytków hydrotechnicznych. Elementami wchodzącymi w skład stopnia są Elektrownia Wodna Wrocław I i Wrocław II oraz Śluza Mieszczańska.

WIELKA WYSPA i jej najciekawsze zakątki

Wielka Wyspa kryje na swoim obszarze kilka ciekawych i wartych zobaczenia miejsc. Ale o tym za chwilę… Najpierw kilka słów o historii wyspy, która powstała w wyniku tzw. drugiej kanalizacji, mającej miejsce w latach 1913-17 i polegającej na przekopaniu kanałów żeglugowego i przeciwpowodziowego, które połączyły górny odcinek Odry z dolnym i ujściem Starej Odry. Pośród zrealizowanych wówczas inwestycji wykonano stopnie wodne Opatowicko-Bartoszowicki przy południowo-wschodnim krańcu wyspy, i Zacisze, położony przy jej północnej części i Różanka.

Wybierając się na wyspę warto zobaczyć:

  • Ogród Zoologiczny – „Z kamerą wśród zwierząt
    Tak – to tutaj powstawał znany niegdyś każdemu mieszkańcowi Polski program telewizyjny „Z kamerą wśród zwierząt’. Obecnie na około 30 hektarowej powierzchni ogrodu żyje około 7 tysięcy zwierząt – to prawdziwa i jedyna w swoim rodzaju, miejska dżungla.
  • Park Szczytnicki – las w wielkim mieście
    Ten ogromny Park został założony w 1873 r. przez Fryderyka Ludwika Hohenlohe – Engelfingen, komendanta garnizonu wrocławskiego na terenie zakupionej przez niego wsi Szczytniki. Utrzymany w stylu angielskim park rozciąga się na powierzchni aż 112 ha. Ciekawą jego część stanowi Ogród Japoński – żywy fragment japońskiej kultury we Wrocławiu. Miłośnicy japońskich ogrodów powinni tu koniecznie zaglądnąć – nad wyglądem parku pracowali w latach 90. specjaliści sprowadzeni prosto z Japonii. Jest to więc przykład oryginalnej, japońskiej sztuki ogrodowej.
  • Hala Stulecia i jej okolice
    Wzniesiona w 1813 r. wg projektu Maxa Berga hala stanowi główny obiekt rozległego zespołu architektonicznego, obejmującego Pergolę, Pawilon Czterech Kopuł, Iglicę oraz Fontannę Multimedialną. Tą ostatnia trzeba koniecznie zobaczyć – tym bardziej, że w okresie letnim odbywają się tutaj niezwykłe widowiska, będące połączeniem muzyki, światła, projekcji wodnych i animacji.
  • Stadion Olimpijski – nie na olimpiadę
    Ten kompleks sportowy wybudowany w latach 1926-28 według projektu Richarda Konwiarza wcale nie został zbudowany z myślą o olimpiadzie. Nazwa związana jest z faktem,
    iż jego projektodawca został za swe osiągnięcia w dziedzinie architektury dwukrotnie nagrodzony medalami olimpijskimi na igrzyskach w Amsterdamie i Los Angeles:)

PRAKTYCZNE WSKAZÓWKI

  • Wrocławskie wysepki można również zwiedzać z perspektywy „wodnej” i wyruszyć na rejs statkiem wycieczkowym lub gondolą, a także wyprawę kajakową.
  • Rejs statkiem najlepiej rozpocząć na Przystani Kardynalskiej przy Bulwarze P.Włostowica (Wyspa Piasek). Statki kursują przez cały dzień z przystani w kierunku ZOO i z powrotem, bilety dostępne bezpośrednio przed rejsem. Na mniejsze grupy turystyczne czekają gondole.
  • Zainteresowanych wypożyczeniem kajaka zapraszamy do:
    1) wypożyczalni sprzętu wodnego w Zatoce Gondoli, przy skrzyżowaniu Promenady Staromiejskiej i bulwaru X.Dunikowskiego (tuż koło Panoramy Racławickiej)
    2) wypożyczalni sprzętu wodnego przy ul.Kożuchowskiej 13 na Wielkiej Wyspie, około 6 km na wschód od historycznego centrum Wrocławia
    3) przystani Klubu Pegaz przy ul. Pasterskiej 2 w rejonie Mostów Trzebnickich, około 4 km na północ od centrum Wrocławia
  • W marinie  przy ul. Księcia Witolda (Wyspa Kępa Mieszczańska) można również wypożyczyć łodzie motorowodne.
  • Zmotoryzowanych zapewne zainteresuje informacja, iż zwiedzając wyspy: Ostrów Tumski, Piasek, Tamkę, Daliową i Kępę Mieszczańską najlepiej zaparkować pojazd na jednym
    z następujących parkingów: pod Panoramą Racławicką przy ul. J. E. Purkyniego; pod Akademią Sztuk Pięknych przy ul. A. Modrzewskiego Frycza lub pod Halą Targową od ul. Św. Ducha.
  • Hala Stulecia na Wielkiej Wyspie posiada własny parking; aby zwiedzić stopień wodny Bartoszowicko-Opatowicki najlepiej podjechać na parking znajdujący się bezpośrednio przy Jazie Opatowickim.